Wstęp – z czego wynika ten artykuł?
Piszę ten tekst, bo jestem szczerze zaniepokojony (żeby nie powiedzieć: załamany) poziomem podstawowej wiedzy o marketingu internetowym wśród wielu osób, które rozpoczynają działalność online. Prowadzę konsultacje, szkolenia, audyty i widzę to codziennie: ogromny entuzjazm i motywacja, ale zerowe przygotowanie do tego, co czeka w praktyce.
Ludzie inwestują w sklepy internetowe, uruchamiają strony, wykupują reklamy – i… nic się nie dzieje. Nie dlatego, że mają zły produkt. Tylko dlatego, że kompletnie nie wiedzą, z czego ten marketing internetowy się składa, co trzeba mierzyć, co warto testować, jak to wszystko działa i jakie pułapki czyhają po drodze.
Dlatego postanowiłem napisać ten artykuł – przystępny, praktyczny, dla każdego. Bez lania wody i bez buzzwordów. Tak, żebyś po lekturze miał/miała fundament, na którym da się coś sensownego zbudować.
Fundament: dane i analiza – zanim ruszysz z miejsca
Marketing internetowy to nie wróżenie z fusów. To liczby, wykresy, zachowania użytkowników. I choć może brzmi to nudno – jeśli nie nauczysz się analizować danych, przepalisz każdą złotówkę.
Na początku potrzebujesz kilku podstawowych narzędzi:
- Google Analytics 4 (GA4) – pokazuje, kto odwiedza Twoją stronę, co na niej robi i gdzie się gubi,
- Google Search Console – pokazuje, na jakie słowa jesteś widoczny w Google i jakie błędy techniczne warto poprawić,
- Senuto – pozwala podejrzeć, na jakie frazy pozycjonuje się konkurencja,
- Similarweb – pokaże, skąd Twoi konkurenci biorą ruch i jak go rozkładają w czasie.
Bez analizy danych to tak, jakbyś prowadził samochód w nocy, bez świateł i z zasłoniętą szybą. Można… ale tylko do pierwszego zakrętu.
Strategia – czyli zanim odpalisz kampanię, musisz wiedzieć po co
Brzmi banalnie? A jednak – ogromna liczba osób uruchamia kampanie bez podstawowej strategii.
Strategia marketingowa to nie raport na 50 stron. To najczęściej 1-2 strony, które zawierają:
- co chcesz osiągnąć (cel),
- kto jest Twoim odbiorcą,
- jakie kanały komunikacji wybierzesz (SEO, Ads, social media, e-mail?),
- co chcesz im powiedzieć (komunikaty).
Jeśli nie masz tego rozpisanego, to najpewniej robisz wszystko na czuja – a to w digital marketingu kończy się kosztowną porażką.
Treść – bo content to naprawdę król
To nie jest slogan. W świecie internetu jakość treści decyduje, czy użytkownik zostanie na Twojej stronie czy wróci do Google.
Treści to:
- opisy produktów,
- blogi,
- grafiki,
- posty w social media,
- filmy,
- poradniki,
- FAQ,
- a nawet dobre teksty w reklamach.
Wszystko, co możesz stworzyć, by pomóc klientowi zrozumieć, kupić, zaufać – to jest treść.
W praktyce: Jeśli masz sklep z produktami i wszędzie masz tylko nazwę + cenę + 2 linijki tekstu – to nie masz szans wygrać z kimś, kto opisał ten sam produkt lepiej, nagrał o nim film i odpowiedział na wszystkie pytania klienta.
Twórz treści, które naprawdę komuś coś dają.
SEO – czyli bycie widocznym, kiedy klient Cię szuka
Większość zakupów zaczyna się w Google. Ludzie szukają rozwiązania problemu, produktu, firmy. Jeśli Cię tam nie ma – nie istniejesz.
SEO to ogromny temat, ale na start trzeba wiedzieć:
- Strona musi być szybka, poprawna technicznie i dobrze opisana,
- Treści muszą odpowiadać na intencje wyszukiwań (czyli: „co klient chce wiedzieć”),
- Linki wewnętrzne i zewnętrzne mają znaczenie.
SEO nie daje efektów z dnia na dzień, ale to najbardziej opłacalny kanał ruchu w dłuższym czasie. Działa 24/7, nie kosztuje za kliknięcie.
Reklamy – potężne narzędzie, ale z minami pod spodem
Google Ads, Meta Ads (Facebook/Instagram), YouTube Ads… Wszystko wygląda świetnie w prezentacjach. Ale w praktyce?
W praktyce to pole minowe. Jeśli nie wiesz, co robisz, możesz:
- płacić 10 zł za kliknięcie, które nic nie daje <=brak analizy fraz i reklam oraz miejsc docelowych
- trafiać do ludzi, którzy nigdy nie kupią <= brak zdefiniowanych cech grupy docelowej
- promować produkty, których nie masz w magazynie <= złe ustawienia w sklepie i Merchant
- stracić 10 000 zł w 2 miesiące – i nie wiedzieć dlaczego <= zostawić wszystko na automacie 😉
Reklamy trzeba rozumieć. Wiedzieć:
- jak ustawić grupy odbiorców,
- jak wykluczyć frazy,
- jak mierzyć konwersje,
- jak ustawić budżet.
Dlatego warto testować – ale z głową. Lepiej „przepalić” 500 zł na dobre testy, niż całe 5000 zł wywalić do śmieci.
Monitoring i optymalizacja – bo nic nie działa samo z siebie
Uruchomienie kampanii to początek, nie koniec. Teraz zaczyna się:
- sprawdzanie co działa (słowa, reklamy, grupy reklam, konwersje, strony docelowe),
- eliminowanie błędów (dopasowanie budżetów, podział na grupy reklam i produktów),
- poprawianie konwersji (badanie co ludzie robią na stronie i ułatwianie procesu),
- testowanie nowych pomysłów (testy A/B to minimum np. na poziomie reklam).
Narzędzia, które tu pomogą:
- Google Analytics (bezwzględny fundament dla każdego. o ile jest dobrze poustawiany ;),
- Google Tag Manager (dla bardziej zaawansowanych dla ułatwienia i usprawnienia zliczania),
- Hotjar (nagrywa sesje użytkowników, aby jeszcze lepiej zrozumieć gdzie klient się gubi)
- narzędzia do A/B testów (trzeba stale sprawdzać co ludzi bardziej przekonuje do konwersji).
Optymalizacja to czasem zmiana 1 słowa w reklamie, przesunięcie przycisku na stronie, zmniejszenie liczby pól w formularzu. I nagle masz +30% więcej klientów.
Komunikacja i budowanie marki – to nie sprint, to maraton
Wielu przedsiębiorców chce natychmiastowych wyników. Ale tylko nieliczni rozumieją, że budowanie rozpoznawalności marki obniża koszty sprzedaży w przyszłości.
Jak to działa?
- Pokazujesz się w GDN (Google Display Network),
- Prowadzisz kanał na YouTube,
- Publikujesz wartościowe treści na social mediach,
- Wysyłasz newsletter,
- Udzielasz się na branżowych forach oraz występujesz gościnnie w innych kanałach YT.
Z czasem ludzie zaczynają wpisywać w Google: „produkt + Twoja marka”. To oznacza jedno: jesteś w ich głowie. I wtedy kampanie reklamowe stają się 2-3 razy skuteczniejsze.
Czas, cierpliwość i gotowość do nauki
Marketing internetowy to nie jeden kurs i gotowe. To proces, w którym trzeba:
- testować,
- analizować,
- uczyć się,
- popełniać błędy (ale wyciągać wnioski),
- inwestować czas (i budżet).
Jeśli liczysz, że agencja „zrobi wszystko za Ciebie” – to muszę Cię rozczarować. Nawet najlepsza agencja potrzebuje partnera, który rozumie swój biznes, klientów i cele. I który zna przynajmniej podstawy tego, co jest robione.
Podsumowując moje rekomendacje dla startujących w marketingu internetowym
Marketing internetowy to połączenie strategii, danych, treści i technologii. Nie musisz być ekspertem od wszystkiego – ale musisz wiedzieć, o co pytać, na co patrzeć i gdzie może coś pójść nie tak. Ten tekst to nie wszystko – ale to może być dobry początek dla każdego kto nie wie jak temat ugryźć, żeby było skutecznie i żeby nie przepalić kasy.








